Na końcu Polski

Urlop coraz dalej za plecami. Chyba najwyższa pora napisać tu parę zdań o nim. Ocalić parę myśli od zapomnienia. Dziwny był to czas. Nie tak beztroski, jak poprzednie urlopy. Pojawiały się napięcia, czasem mocne, gwałtowne. I ciekawe na ile były one spowodowane składem osobowym, a na ile ich fundamentem były wzajemne relacje, a raczej kierunek w jakim podążyły… A może winna pogoda? Bo ta płatała nam figle i grała nam na nosie. Deszcz obserwowaliśmy przez większość dni, mgła często nam towarzyszyła. Temperatury nie były lipcowe. Jednym słowem: dół. Jedynie przez trzy ostatnie dni było naprawdę tak, jak powinno być w wakacje. Właśnie to pozwoliło nam zrealizować część planów, ale sporo zostało tylko na papierze. Ale przynajmniej jest po co wracać :)
Cóż… było, minęło…


I choć miałem kilka razy ochotę Cię „udusić” to jednak… było dobrze. I było warto…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *